środa, 14 maja 2014

Godzilla kontra Mothra (Gojira tai Mosura) 1992 reż. Takao Okawara

   Godzilla kontra Mothra zapamiętałem bardzo dobrze z dawnych lat, no może za wyjątkiem kosmosek i nieco zbyt zabawkowego wyglądu Mothry. Spodziewałem się, że teraz po czasie wyłapię więcej błędów czy słabych stron i tak się stało, ale mimo to film nie stracił wiele na wartości.

OPIS:

   Upadek meteorytu wywołuje na Pacyfiku tajfun, w wyniku którego odkryte zostaje gigantyczne jajo. Przedstawiciel wielkiej korporacji decyduje się przywłaszczyć je sobie i pokazywać jako atrakcję turystyczną. W czasie transportu przez ocean, pojawia się Godzilla, który atakuje ładunek. Z jaja wykluwa się w ostatniej chwili larwa Mothry i rusza w stronę Japonii. Za nią podąża Godzilla i jeszcze jeden potwór – Battra, mroczna postać Mothry.


   Fabuła bardzo nawiązuje do Godzilla kontra Mothra 1964, to fajnie, bo historia była całkiem niezła w założeniu, tylko potem coś im nie wyszło w realizacji. W nowym wydaniu jest świetnie. Problem w tym, że przy okazji twórcy postanowili napchać w scenariusz ponad miarę ekologicznego bełkotu. Chyba co pięć minut słyszymy jak to ludzie niszczą ziemię, bla, bla, bla... Sprawa z Mothrą i Battrą też trochę pokręcona, ta pierwsza jak na przyjaciela ludzkości robi straszną rozpierduchę, a ta druga podobnie, chociaż trzeba uczciwie przyznać, od początku jest źle nastawiona do ludzi. W tym wypadku to nie Godzilla powinien być tym złym, jego już znamy, przychodzi, niszczy jedno czy dwa miasta i znika. Jak dla mnie Godzilla tym razem jawił się w roli potencjalnego wybawcy, który pokona wredne fruwające stworki. I niestety przy okazji wychodzi jak naiwna jest fabuła i bohaterowie, nasz poszukiwacz przygód i rodzina starają się robić wszystko, by wojsko nie podejmowało walki z Mothrą. Poważnie? Potwór rozwala miasto, zabija cywilów i żołnierzy. To jasne że mają strzelać i stawiać mu opór, a nie słuchać biadolenia jakiejś rodzinki i dwóch małych, zaczarowanych panienek. Z drugiej strony kosmoski jako istoty równie kuriozalne co potwory, mogłyby zostać potraktowane poważnie, gdyby nie to, że Mothra wbrew ich zapewnieniom o dobrej woli, robi totalną rozwałkę. A swoją drogą, jak to jest, że japoński rząd nie mógł ich odzyskać od szefa korporacji? To co? Prywata już więcej tam może niż administracja państwowa? I jeszcze jedno: trochę naciągane jest moim zdaniem to, że potwory zawsze idealnie potrafią się zgrać i schodzą się walczyć w odpowiednim momencie.


   A technicznie? Zacznijmy od słabszych stron. Przy pierwszym ataku Battry dwa czy trzy razy widać było niedoskonałe łączenie obrazów przy pomocy reprojektora, czy też innych metod (może już komputery?). Na końcu z kolei da się zobaczyć jak Battra lata podwieszony na linkach. Ale co godne pochwały, Japończycy nie kręcili tego filmu tak by linki później wyretuszować, oni postarali się zrobić to tak, żeby już przy kręceniu nie było ich widać i muszę powiedzieć, że wyszło nieźle. Ja zauważyłem, bo jestem ciekawski i wyczulony, ale dla tysięcy innych widzów z pewnością pozostaną niewidzialne.

   Makiety i modele naprawdę cudne i piękne w swej surowej postaci. Momentami odnosiłem wrażenie, że zaburzone są proporcje między Godzillą, a pojazdami, ale nie jestem co do tego pewien. A gdzie makiety i modele, tam i wybuchy. Nie szczędzili twórcy na efektach pirotechnicznych, wyglądają naprawdę malowniczo, jak i cała rozwałka. Kawał roboty odwalili.


   Pierwszy atak Battry wypadł rewelacyjnie i poziom ten jest utrzymany do końca. Pojedynki potworów i starcia z wojskiem zrealizowano ciekawie i widowiskowo. Jasne, Mothra mogłaby być ciut mniej pluszowa, ale trzeba brać to co jest.


   Całość uzupełnia znakomita muzyka Ifukube, dopasowana naprawdę nieźle i tworząca nastrój.

   Ten film to całkiem niezłe sci-fi z wątkami przygodowymi. Szkoda tylko, że nie obeszło się bez eko-bełkotu, to chyba największy mankament.

2 komentarze:

  1. To ja trochę nie na temat: Widziałeś serial "Zone Fighter"? Wystąpili tam m.in. Godzilla, Gigan, Ghidorah... Sam dopiero dziś się o nim dowiedziałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedynie trochę urywków, nigdy nie miałem na to ochoty, bo to już zbytnia dziecinada. Gorsze jest chyba tylko "Godzilla Island" z lat 90', gdzie potwory odgrywane były przez plastikowe figurki.
      A z tych lat co "ZF" to podobny jest jeszcze "Ultraman".

      Usuń