piątek, 21 marca 2014

Godzilla (Gojira) 1984 reż. Koji Hashimoto

   Seria Showa za mną, więc przyszedł czas na to co lubię najbardziej: zaczynamy recenzje Godzilli Heisei.

Tak się wreszcie czuję!

OPIS:

   Japonię raz jeszcze nawiedza Godzilla. Wojsko szykuje się do powstrzymania potwora konwencjonalnymi metodami, podczas gdy ambasadorowie USA i ZSRR nalegają na wykorzystanie broni jądrowej. Doktor Hayashida pracuje nad alternatywnym rozwiązaniem problemu.

Wspomnień czar...

   Nie wiedzieć czemu zapamiętałem ten film z dawnych lat jako nudny i źle zrealizowany. Tymczasem była to ze wszech miar błędna opinia i dopiero dzisiejszy seans mi to uświadomił. W rzeczywistości film ten jest całkiem dobry, z jednym tylko wyjątkiem, który szczególnie zapadł mi lata temu w pamięć i wytworzył błędny obraz reszty.


   Otóż najsłabszym ogniwem jest sam Godzilla. Jego kostium chociaż wygląda lepiej od swoich poprzedników to wciąż daleki jest do ideału. Tępy pysk i zez budzą jedynie politowanie, a nie grozę. Cała reszta ciała zaś, chociaż całkiem zgrabna to okazuje się zupełnie nieruchoma. Potwór, jeśli akurat idzie, to idzie tak jakby stał. A kiedy stoi to znakomicie odgrywa rolę słupa soli. Parafrazując Gombrowicza:

   Lecz on stał, a stojąc stał i stał jakoś tak stojąc, tak się zastał w staniu swoim, tak był absolutny w tym staniu, że stanie, będąc skończenie głupim, było jednak zarazem przemożne.


   A tak na poważnie, nie jestem pewien, ale to chyba wina kostiumu, który w nowej serii znów zrobił się ciężki. Przecież paręnaście lat wcześniej Satsuma grał o wiele bardziej żywiołowo wcielając się w Hedorę. A wytłumaczenie jakoby nie wyrobił sobie jeszcze swojego (genialnego i niepowtarzalnego) stylu znanego z kolejnych filmów jest nazbyt naciągane.

I raz jeszcze za Gombrowiczem: Miny! Miny – ta broń, a zarazem tortura!

Technikalia

   Makiety, modele i efekty specjalne to już zupełnie nowa jakość, znaczący postęp w tej materii wręcz razi po oczach swoim dopracowaniem i szczegółowością. Uprzedzając wypadki zaznaczam, że tworzą one zupełnie inny klimat niż późniejsze wytwory techników Toho i nie chodzi mi o mniejszą jakość wykonania czy brak fantazji, a trudny do określenia odmienny wygląd pokazanych w tym filmie "zabawek".


   By jeszcze na chwilę pochylić się nad konkretnymi przykładami. Najlepiej moim zdaniem wypadła scena ostrzeliwania Godzilli przez wojsko podczas jego wejścia do zatoki. Zarówno ostrzał z wybrzeża, jak i nalot myśliwców wypadły cudownie. Masery z czerwonymi promieniami trochę mnie zdziwiły, będąc miłą odmianą dla powszechnie znanych dział z niebieskimi promieniami. Podobnie zachwyt mój wzbudził Super X, mimo iż wyglądał jak żelazko i był kolejną odsłoną cudownego pojazdu bojowego, jakie nieraz pojawiały się w serii Showa. Szkoda tylko, że nie wykorzystano potencjału tego pomysłu, bo Super X okazuje się równie powolny i toporny jak Godzilla - trochę cienko jak na tajną broń.


   Zupełnie nie wyszedł numer z pociągiem. Podniesienie wagonu przez Godzillę wypadło maksymalnie sztucznie, a wrażenie to wzmacnia dodatkowo przebitka z ludźmi wewnątrz, w której niektórzy pasażerowie zachowują się nadzwyczaj spokojnie. Będąc przy błędach wspomnieć muszę jeszcze o trzykrotnej zmianie pogodny w czasie jednej sceny: gdy Godzilla atakuje elektrownie atomową. Niby drobiazg, ale mogli tego uniknąć.

Prawdziwy powrót Króla po latach.

   Rozpływam się jak masło na patelni nad sprawami technicznymi, a przecież fabuła to również mocny atut tego filmu, tym bardziej po infantylnej końcówce poprzedniej serii. Godzilla powraca tu jako uosobienie zła i zagłady. Chociaż... nie do końca. Jasno zaznaczone jest, że to nie potwór z sam z siebie jest zły, a stał się taki przez ludzi, którzy zakłócili jego spokój i zamienili w bestię przez użycie broni atomowej. O tak, przesłanie antywojenne i przestroga przed wykorzystaniem broni jądrowej są tu głośno i wyraźnie zaznaczone, tak jak w pierwszym Godzilli, do którego znajdziemy tu wiele odniesień.


   Jeśli chodzi o grę aktorską, to nie ma za bardzo o czym mówić, nie jest źle, ale i na pochwałę nikt nie zasłużył. Nie, zaraz, przepraszam. Doktor Hayashida wypadł całkiem nieźle, swoją postacią będąc jednak kopią doktora Yamane z pierwszego Godzilli. Obaj naukowcy są za badaniem Godzilli i sprzeciwiają się zabiciu go, winę za zniszczenia, których dokonał zrzucając nieodpowiedzialne wykorzystywanie broni jądrowej.

   Akcja nie jest może zbyt dynamiczna, lecz za to ciekawa i wciągająca. Wszystkie tajemnicze elementy są wyjaśnione (wysuszone trupy, wielki robak, czerwone niebo). Świat raz jeszcze ratują naukowcy, co w połączeniu z przesłaniem antyatomowym daje jasno do zrozumienia, że nauka może być wykorzystana zarówno w dobrych jak i złych celach. A za te złe przyjdzie zapłacić...


   Film zdecydowanie ma klimat. Wizerunek potwora został stworzono jakby na nowo, ale w dużej mierze bazując na pierwszym Godzilli. No aż tak strasznie nie wyszło, ale twórcy dali radę przywrócić potworowi należny szacunek. Do tego wszystko po staremu tylko w nowej lepszej jakości: demolka miasta, wojsko, superbroń. Jednak całość zebrana do kupy - po latach błazenad - wypada wręcz fantastycznie.


6 komentarzy:

  1. całkiem fajny film fajne rozwiązanie jak dochodzi do odpalenia atomówek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Rosjanie przypadkiem odpalili rakiety" - no to mnie powaliło na kolana :D :D :D Scenariusz aż prawdopodobny nawet w prawdziwym świecie :D

      Usuń
    2. ale pomysł by umieścić główne ustrojstwo do odpalania na statku był orginalny ciekawe czy ruskie wykorzystali go w praktyce ;) i są w portach świata takie statki niespodzianki ;)

      Usuń
    3. Boże broń, jeszcze by pogubili, albo przepili :D

      Usuń
  2. Mnie rozbawił wątek uczty w środku tego armageddonu z narzekaniem na zbyt słaby alkohol.
    Wizualnie jestem w ciężkim szoku. Nigdy nie miałem styczności z serią Heisei, a po zobaczeniu tego filmu jestem zdziwiony jakością, jaką udało im się osiągnąć korzystając z tradycyjnych metod.
    Zęby Godzilli z tego filmu podrzuciły mi pomysł na kolejną odsłonę wpisującą się w obecne trendy - "Wampir Godzilla". To byłby hicior na miarę "King Kong kontra Godzilla"! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy to jeszcze nic, dopiero kolejne pokazują prawdziwą jakość :D

      A te zęby to takie krzywe i paskudne jak z "Kontrataku".

      Usuń