poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Ucieczka King Konga (Kingu Kongu no gyakushû) 1967 reż. Ishiro Honda

   Nad materiałem zza kulis studia Toho dopiero pracuję, więc na razie coś mniejszego kalibru: Ucieczka King Konga.

Adin, dwa tri...
OPIS:

   Ekspedycja ONZ na skutek usterki okrętu zatrzymuje się w pobliżu egzotycznej wyspy, na której rzekomo żyje gigantyczny goryl zwany King Kongiem. Trójka bohaterów postanawia to sprawdzić, a gdy potwierdzają przypuszczenia podejmują decyzje o badaniu giganta w jego naturalnym środowisku. Kongiem interesuje się również arcyzły dr Who, który zamierza wykorzystać go do pracy w kopalni na Antarktydzie.


   Od początku miałem do tego filmu całkiem dobre nastawienie. Spodziewałem się czegoś na miarę Atragona czy też Szerokości geograficznej zero i nie zawiodłem się.Urzekł mnie szczególnie pomysł na wielkiego robota, który miał być przeciwnikiem potwora (druga rzecz, że nie są one aż tak wielkie, bo mają jedynie po 20 metrów, podczas gdy poprzedni King Kong mierzył sobie 45), a to koncepcja dość oryginalna, bo jeszcze przed Mechagodzillą.


   Tym co od razu rzuca się w oczy jest motyw okrętu podwodnego i egzotycznych wysp Pacyfiku. Zdążyłem się już oswoić z tym schematem japońskich przygodówek sci-fi, więc nawet się ucieszyłem. Makiety i scenografie jak zawsze zbudowane zostały z wielką starannością, w ten charakterystyczny dla filmów Toho, nieco może zabawkowy sposób.


   Pomysł na uczynienie King Konga istotą rozumną to strzał w dziesiątkę, spodobała mi się wstawka o zbudowanych przez niego schodach czy wydrążonych tunelach. Jednak za cholerę nie przyjmuję do wiadomości jakim cudem rozumiał ludzką mogę. Dobrze, że nie było w tym filmie Godzilli, bo zrobiłby tak:


   Z takich śmiesznostek to mamy tu jeszcze geniusza zła w pelerynie, tak, tak, zupełnie jak w Szerokości.... I chociaż jest on postacią groteskową i przerysowaną, to jako jedyny z bohaterów ma w ogóle zarysowany charakter, bo reszta to drewno, jak zwykle zresztą.


   Skoro już jesteśmy przy bohaterach... Pomińmy umiejętności aktorskie i szkic postaci, za który odpowiadał scenarzysta. Nawet bez tego jest pewien ukłon w stronę widzów (a właściwie męskiej publiki), w postaci atrakcyjnej blondynki, należącej rzecz jasna do drużyny tych dobrych.


   No dobra, mamy czarnego charaktera, mamy niezłą dupencję, co nam jeszcze potrzeba? A, tak! Potwory, to przecież film o potworach! No więc, są i potwory, to jest King Kong i Mechani Kong, a w drugoplanowych rolach Gorozaur i wielki wąż morski. Kostium Konga podobnie jak w KK vs G nadal wygląda jak stargane przez mole futro prababki, ale już jego mechaniczny odpowiednik prezentuje się całkiem ciekawie.


   Pomysłów scenarzystom nie zabrakło, bo w ciągu półtorej godziny odwiedzamy tropikalną wyspę, kopalnie na Antarktydzie i Tokio. Akcja wciąga od samego początku, bo to naprawdę niezła przygodówka. Do tego jeszcze intrygujące futurystyczne wizje, a całość skąpana w fabule oryginalnego King Konga. No bo blondyneczka jest tutaj nie tylko, by podobać się męskiej części widowni, ale i...

Bezbronne dziewczę w rekach potwora. Klasyka gatunku.
   To już chyba wiecie też, dlaczego ten Gorozaur się tu pojawił ;) Te kilka kalek to jedynie ukłony twórców w stronę oryginału, bo zapewniam, że własnych pomysłów im nie zabrakło. Także fabuła jest dobrze poprowadzona i interesująca, prowadzi nas do przodu regularnie dawkując odpowiednie dawki akcji.


   Nie mogło zabraknąć i finałowego pojedynku potworów, a także konkretnej rozwałki, co wyszło naprawdę nieźle. Zresztą miło czasem zobaczyć demolkę miasta bez udziału Godzilli.


   A całość okraszona muzyką Ifukube, co prawda nie najlepszymi jego kompozycjami, ale i tak wciąż znakomitymi. Aha, zapomniałbym. Prawdopodobnie jest w tym filmie jeden polski akcent, ale że nie znam się na muzyce,, to tylko spekuluję, otóż gdzieś w połowie możemy usłyszeć jeden z utworów Chopina.

   Film zdecydowanie polecam :)


4 komentarze:

  1. fajny film akcja była fajna i tak się zastanawiam czy nazwa tego złego dr Who to nawiązanie do znanego serialu ;) trza by sprawdzić czy był wtedy nadawany w japonii ;) swoją drogą chciałbym zobaczyć polski film z wielkimi potworami z rozwałką to kino nie takie znowu drogie więc mógłby ktoś na to wpaść ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby mamy znakomitych speców od animacji lalkowej, do kostiumu nijak się to ma, ale scenografie, by potrafili przygotować. W zasadzie mamy potencjał, brakuje tylko zapaleńców do tego.

      Usuń
    2. Zapaleńcy pewnie się znajdą ;). Gorzej z wplątaniem sensownej alegorii jeśli chodzi o potwora. Nawet nad tym myślałem - energii atomowej u nas brak. Może demony wojny? Z tego można by coś wyciągnąć ;)

      Usuń
    3. Atomowej brak, ale wojennych traum pod dostatkiem, wystarczy podciągnąć pod broń chemiczną, albo co i dawaj :D

      Usuń